Najnowsze Wpisy

Bez tytułu Komentarze (0)
18. lipca 2004 10:54:00
linkologia.pl spis.pl

 - Wszystko w porządku, Marie?

 - Tak słonko. Oto twoja druga córka... - Marianne podała Georgowi maleństwo.

 - Ale na pewno wszystko dobrze? Ty bardzo źle znosisz ciążę i...

 - Nazwę ją Lily... Lily Evans... - kobieta wyraźnie nie słuchała słów swojego zatroskanego męża.

 - Może się położysz? - dopytywał się mężczyzna.

 - Kochanie, czy ty przypadkiem nie przesadzasz? Poza tym właśnie leżę, i nie mam zamiaru się stąd ruszyć. - parsknęła z pewną irytacją kobieta.

 - Podać ci coś? Może kawy, albo herbaty?

 - Tak, podaj mi Lily. - George najwyraźniej nie zdając sobie sprawy, że właśnie potwierdził wybór imienia dla dziecka, spełnił polecenie bez słowa sprzeciwu.

  - Na pewno będzie niezwykłą osobą... - wymruczała Marie, głaszcząc dziecko po rudawych włoskach.

 

 

 - Marie, co to za list? - spytał z zaskoczeniem George, gdy przypadkiem, zamiast gazety wziął zalakowaną kopertę.

 - Nie mam pojęcia... Od kogo?

 - Hogwart. - odczytał z rosnącym zdumieniem mężczyzna.

 - To do Lily. - stwierdził po chwili, odczytawszy adresata.

 - Słoneczko, list do ciebie! - ryknął na cały dom. Ze schodów zbiegła roześmiana dziewczynka i wskoczyła ojcu na kolana.

 - Do mnie? Naprawdę? Mogę, tato? Mogę? Proszę...

- A masz, weź zabierz to ode mnie... - mruknął mężczyzna podając dziewczynce list i wracając do spożywania posiłku.

 - Mamo, zobacz co dostałam!!! - dziewczynka pękała z dumy.

 - Pokarz! - kobieta zręcznie udawszy entuzjazm, wzięła od dziewczynki list i rozerwała kopertę. Natychmiast jednak zbladła i powiedziała słabo:

- George, przeczytaj to...

venenia : :

linkologia.pl spis.pl

Mój FF, cały:

 

Od Autorki: 

 

Na wstępie zaznaczam, żeby nie było zaskoczenia: gł. bohaterka jest Gryfonką. Żeby później nie było, że nie mówiłam. Wiem, że niektóre fakty mogą być niezgodne z tomem piątym, ale postanowiłam zmienić nieco postać Lilki Evans – zrobiłam z niej chwiejną, nieco mniej odważną osobę, która w piątym tak zdecydowanie sprzeciwiła się maltretowaniu Seva. Zamiast niej tę rolę przejęła jej najlepsza przyjaciółka... Ale to już sami przeczytacie. Aha, jak ktoś ma awersję do Lilki Evans, to proszę nie czytać, a jak nie znosi Blacka i Pottera (jak ja), to powinno mu się podobać. To by było na tyle tego wstępu...

Aha, opowiadanie stanowczo nie jest przeznaczone do użytku dla fanów wspomnianych powyżej osobników.

 

Uwaga: tekst pochyły to myśli Liah.

 

Kamyczki – Liga Anty-Huncwocka

Wraz z resztą szkolnego towarzystwa radowała się ostatnimi dniami słońca tej jesieni, gdy wraz z Lily Evans spacerowały sobie spokojnie nad jeziorem, od czasu do czasu rzucając jakiś komentarz dotyczący otaczającej je przyrody. Właśnie Lilka zauważyła:

-    Patrz, jak ładnie wygląda jesienne drzewo w słońcu... – dobiegły ją jakieś dzikie wrzaski. Przyśpieszyła nieco kroku, kierując się zmysłem słuchu, a Lily, nieco zdezorientowana, podążyła za przyjaciółką. Kawałek dalej wisiał przyczepiony za nogi do drzewa Ślizgon (poznała po zielonym szaliku, bo reszty znaków szczególnych, tj. etykietki z godłem domu nie było widać) , któremu szata opadła tak bardzo, że zasłaniał twarz i nie można było się zorientować, co on za jeden. Natomiast, wbrew wszelkiej logice, wrzaski nie były jego autorstwa, lecz czwórki Gryfonów, która wyraźnie świetnie się bawiąc wciągała go coraz wyżej. Teraz już prawie biegła.

Ona, tj. Liahanna (wiem, idiotyczne imię, ale skrót bardzo ładny: Liah) Mariola Viviolet, jako prefekt  Gryffindoru, uznała, że powinna zainterweniować, tym bardziej że jeden z Gryfonów, po bliższych oględzinach zidentyfikowany jako Remus Lupin, drugi prefekt Gryfonów, wyraźnie ignorował karygodne zachowanie kolegów. Liah stanowczo wkroczyła do akcji, odpychając najbliższego drzewu Gryfona, którym okazał się być Peter Pettigrew („w takim razie pozostali to Black i Potter” – zauważyła w myślach bystro) i przeciskając się w kierunku nie pilnowanej w danej chwili liny, na której dyndał nieszczęsny wisielec. Ostrożnie opuściła tę ofiarę idiotycznych żartów na ziemię, uważając, by upadek nie był zbyt silny i spojrzała wrogo na Gryfonów wytrzeszczających na nią oczy. Podeszła do ofiary, którą był Severus Snape (jak zresztą przewidywała) i powiedziała szorstko:

-    Wstawaj, Snape. Mam nadzieję, że nic więcej ci nie zrobili? – spojrzał na nią zirytowany. Cała krew, która mu napłynęła do twarzy podczas kilku minutowego zwisania głową w dół zaczęła stopniowo opadać, ale wciąż był nieco czerwony. W oczach miał mordercze błyski. Chwycił różdżkę (leżącą pod drzewem, musiała mu wypaść podczas wieszania) i miał już rzucić zaklęcie, kiedy usłyszał słowa Liah, wyraźnie rozbawionej jego zamiarem:

-    Spokojnie, nie pali się. – po czym dodała z niwinnym uśmiechem na twarzy – Ja to załatwię. – Po czym zwróciła się do Gryfonów:

-    Przesadziliście, moi drodzy. Po dziesięć punktów od każdego, i każdy szlaban tygodniowy u Filcha, oprócz Lupina. Ale nie myśl, że ci się upiecze. – dodała, patrząc na niego chłodno – załatwię ci ten szlaban.

 

-    Aha, i jeszcze coś. – dodała po chwili. – Bądźcie pewni, że profesor McGonagall dowie się o wszystkim. - Snape patrzył na nią zaskoczony, kiedy wyciągnęła do niego rękę i pomogła mu wstać, po czym zapytała z lekkim niepokojem:

   Nic ci nie jest?

-    A jak może czuć się wisielec? – odpowiedział pytaniem na pytanie, patrząc na nią niepewnie.

-    Idź może do pani Pomfrey. – poradziła mu, patrząc na niego z troską?!

-    Ejże, od kiedy to Gryfoński prefekt martwi się o zdrowie Ślizgona? – zapytał zjadliwie.

-    Od kiedy Gryfoni wieszają Ślizgona na drzewie, i nikt oprócz prefekta na to nie reaguje. – zripostowała. Skinął jej głową z uznaniem i uśmiechnąwszy się lekko, odszedł w stronę zamku, zostawiając Liah w stanie ciężkiego szoku. „No bo jak to jest, kurcze, możliwe, żeby człowiek tak się zmienił od jednego uśmiechu?” myślała. „I nagle okazało się, że nawet taki Ślizgon może być przystojny... Zadziwiające.” Uśmiechnęła się lekko do siebie, zadziwiona tym faktem, że Snape mógł się komukolwiek wydać przystojnym. Od tych Wielce-Interesujących-Przemyśleń oderwała ją Lilka.

-    Liah, coś ty najlepszego narobiła?  - dziewczyna zwróciła na przyjaciółkę zdziwione oczy.

-    O co ci u diabła chodzi? – Lily spojrzała na nią zaskoczona.

-    No bo teraz Huncwoci nam żyć nie dadzą! – Liah zamyśliła się, po czym odpowiedziała:

-    Na to co z tego? On walczy z nimi od lat! – kiwnęła głową w kierunku, w który m oszedł Ślizgon, po  czym zapytała:

-     Lilka, zakładamy ligę Anty-Huncwocką? – doskonale zdawała sobie sprawę z ich obecności. Spodziwała się, że wywrze to odpowiednie wrażenie na Potterze i Blacku... Lily odparła bez namysłu, uspokojona nieco, że przynajmniej jej przyjaciółka zwróciła uwagę na potencjalne niebezpieczeństwo ze strony czterech chłopaków:

-    Jasne. Ale, Liah, dwuosobową? – spojrzała na nią zaniepokojona.

-    No coś ty! – zachichotał dziewczyna, zaskoczona niedomyślnością przyjaciółki.

-    Skombinuję jeszcze jednego członka... A teraz chodź, musimy to wszystko obgadać, a lepiej, żeby ONI o tym nie wiedzieli. – spojrzała kpiąco na Gryfonów, którzy ledwo powstrzymywali się przed zgrzytaniem zębami. Miały już odejść, kiedy nagle Black je zatrzymał.

-    Liah, jedno pytanie.

-    Czego? – zapytała szorstko, nie odwracając się. Black nie zrażony kontynuował myśl:

-    Ta WOJNA to tak na serio? – spojrzała na niego wyrozumiale, i odparła słodkim jak miód głosikiem:

-     Och, zapomniałam Black, że twój iloraz inteligencji jest równy zeru, więc powtórzę. TAK, wszystko co tu usłyszałeś było na serio! – wykrzyczawszy ostatnie zdanie, odwróciła się i wraz z chichoczącą Lilką poszła w stronę zamku, zostawiwszy Blacka z miną doskonale ogłupiałą.

 

 

-    Więc, jaki masz plan? – zapytała ciekawie Lily gdy tylko znalazły się w dormitorium i upewniły, że nikt nie podsłuchuje.

-    Jak wiesz, jestem niezarejestrowanym animagiem. – zaczęła tajemniczo Liah.

-    No. Mówiłaś mi kiedyś. I co?

-    Jestem ptakiem, konkretniej słowikiem.

-    Mówiłaś. – przerwała zniecierpliwiona Lilka.

-    Spokojnie, nigdzie się nam nie śpieszy. – Liah wyraźnie rozkoszowała się chwilową przewagą nad przyjaciółką.

-    Liah, nie wkurzaj mnie... – ostrzegła ją zirytowana Lily.

-    Już mówię. Przyszło ci do głowy, że mogłabym ich bez przeszkód podsłuchiwać?

-    Liah, mówiłam ci kiedyś, że jesteś genialna? – zapytała zachwycona tą ideą Lilka.

-    Kilka razy. – odparła skromnie dziewczyna, po czym uśmiechnęła się z satysfakcją:

-    Wyobraź to sobie: pokrzyżujemy ich wszystkie plany...

-    I Potter się wkurzy!!! – piała z zachwytu Lily. Po chwili jednak euforia opadała, i Lilka zauważyła:

-    Ale będziemy miały roboty od groma i więcej.

-    Dlatego potrzebujemy pomocnika. A ja nawet wiem kogo: Lucjusza Malfoya ze Slytherinu. – Liah uśmiechnęła się na widok zaskoczenia przyjaciółki.

-    A to mnie zażyłaś. O mój Boże! Wszystkiego się spodziewałam, tylko nie jego. – powiedziała Lily, ochłonąwszy nieco po szoku wywołanym informacją.

-    Można wiedzieć, jak go przekonasz do współpracy ze mną, w jego mniemaniu nędzną szlamą? – Lily skrzywiła się, wypowiadając ostatnie słowo.

-    O to, to się moja droga nie martw. – odpowiedziała stanowczo Liah i mrugnęła do niej porozumiewawczo.

-    Idziemy do biblioteki? – zapytała radośnie. Oczywiście, Lilka bez namysłu wyraziła zgodę. Biblioteka stanowiła ulubione miejsce ich przebywania...

 

Siedziały już około godzinę, odrabiając każda co innego: Liah zajmowała się transmutacją, a Lily historią magii. Nagle podszedł do nich Remus Lupin, drugi prefekt Gryffindoru.

-  Dziewczyny, zastanówcie się poważnie nad tym, co chcecie zrobić. – zaczął wykład. Został całkowicie zignorowany: Lily tylko rzuciła na niego okiem i mruknęła pod nosem coś jakby „Serio?” a Liah nie raczyła zauważyć, że się odezwał, tylko niewzruszenie kontynuowała pisanie wypracowania.

-   Chłopaki wam nie popuszczą. – mówił dalej, niezrażony totalnym brakiem zainteresowania. Liah rzuciła „Mówisz?” nie zdając sobie do końca sprawy z tego, co powiedział, natomiast Lily, spojrzała na niego bez zbytniego zaciekawienia i syknęła gniewnie:

-   Streszczaj się. – była zła, że przerwał jaj pisanie pracy domowej.

-   Ja naprawdę nie mam nic przeciwko wam... – mówił chłopak, starannie kryjąc irytację - ...ale jak oni będą z wami walczyć, to ja dołączę do nich.

-   Skończyłeś? – zapytała nieprzytomnie nie słuchająca go Liah, odłożyła wypracowanie dla McGonagall i spojrzała na niego pytająco. Remus stracił cierpliwość, i warknąwszy gniewne:

-   Tak, SKOŃCZYŁEM – wyszedł trzaskając drzwiami. Po jego wyjściu zapanowała cisza. Dziewczyny spojrzały na siebie, aż w końcu Liah zapytała obojętnie:

-   Po co on tu przyszedł?

-   Nie mam pojęcia. – Lily wzruszyła ramionami. – Czy to ważne?

-   Nie. – zadecydowała po chwili głębokiego namysłu i analizy sytuacji Liahanna.

-   Skończyłaś już tą historię?

-   Aha... Zostało mi tylko wróżbiarstwo, ale jutro znajdę na to czas. Chwała bogu, jutro piątek! Nie mamy go jutro...

-   Ja nie chodzę, a resztę zrobiłam. Oczywiście, eliksiry na pewno źle, ale co mi tam. Zostało mi tylko skończyć zaklęcia, a to przecież sama przyjemność...

-   Szczęściara. – Lily spojrzała na nią zazdrośnie.

-   Aha! – przyświadczyła radośnie Liah, zadowolona, że najcięższą robotę ma już za sobą.

-   Zagrasz w szachy? – zapytała, wstając.

-   Nie, chyba położę się na godzinkę. – odparła Lilka, kiedy wyszły na korytarz. Liah, nieco zawiedziona, powiedziała zniżając głos do szeptu:

-    To ja pośledzę Huncwotów, pogoda jak marzenie...

 

W dormitorium Liah przemieniła się w ptaka i i wyleciała na zewnątrz, umówiwszy się przedtem z Lilką, że zostawi okno otwarte, pomimo swojej nienormalnej manii zamykania okien. Lily natychmiast po zniknięciu przyjaciółki położyła się spać na godzinkę, zasuwając szczelnie zasłony swojego łóżka. Liah tymczasem obleciała w swojej animagicznej postaci wieżę dookoła i usiadła na parapecie chłopaków. Szczęśliwie dla niej, okno było otwarte i mogła wyraźnie słyszeć każde słowo z prowadzonej rozmowy.

-  Gdzieś się podziewał, Lunatyku? – to był głos Pottera.  „Boże święty, jaka okropna ksywa!!!”

-  Gadałem z dziewczynami. – odparł Remus. „Coś długo zajęła ci droga powrotna...”

-  To jest z Lily i Liah? – „Chyba Syriusz? Tak, to na pewno on...”

-  Dla was nie istnieją inne dziewczyny. – w głosie Lupina odbiła się pewna niechęć. „Wow, nie wiedziałam... Dzięki za przydatną informację, Remusku... Ale chyba się wkurzyłeś, nie?”

-  Do rzeczy.  – „Potter, idioto! Całą zabawę mi psujesz!!!”

-  Chciałem wyperswadować im ten szalony pomysł. – „Nareszcie się dowiaduję, o co mu chodziło.”

-  I jakie efekty? – „Black mówi z ironią? Od kiedy on myśli?”

-  Negatywne. – „Ależ rozbudowana wypowiedź, gratuluję inwencji twórczej i zasobu słów, Lupin.”

-  Wracając do rzeczy najważniejszych... – „Oho, Jamesik osuwa nas na dalszy plan. Już wkrótce zmienisz zdanie, obiecuję ci to, kociaczku.”

-  ...jakie plany mamy na jutro?

-  Rutynowo: kotka Filcha do zbroi, jakiś obraz atramentem...

-  Starej wiedźmy na siódmym piętrze! – pisnął podniecony Peter. „Dzięki za kolejną użyteczną informację, Pettigrew.”

-  Może być. I myślę... – „Czyżby?” – że możemy wysadzić kociołek Snivelluska na eliksirach. I dziewczyn też, dostaną za idiotyczne pomysły. – „Jeszcze zobaczymy jak to z tym będzie, Black.”

-  Dobra. A co z naszymi fajerwerkami?

-  Wrzucimy je do kantorka Filcha. – „Co wy się tak tego Filcha czepiacie?”

-  To teraz, jak już wszystko mamy omówione, zajmiemy się sprawami najwyższej wagi.Nasza mapa... – usłyszała szelest wyjmowanego papieru – wymaga jeszcze wielu modyfikacji... – to mówiąc zniżył głos do szeptu i niczego więcej nie usłyszała. Było już ciemno, i uznała, że najwyższy czas wracać, postanawiając rzucić kiedyś okiem na tę ich „mapę”.

 

Okrążyła wieżę Gryffindoru przy świetle jesiennych gwiazd. Nad murawą unosiła się mgiełka, którą oświetlał blady teraz księżyc. Dotarła na miejsce.

I okazało się, że jest mały problem: okno jest zamknięte. Na dodatek zerwał się przejmujący wiatr, i zaczęło zbierać się na burzę. Nie poddała się jednak panice i zaczęła oblatywać wkoło Hogwart, uważnie szukając jakiegoś otwartego okna (zdecydowała, że prędzej spędzi noc na zewnątrz, niż się ujawni chłopakom w swojej animagicznej formie). Ku jej rozpaczy, okazało się że jedyne otwarte prowadzi do dormitorium chłopaków Slytherinu. Latała jeszcze trochę w kółko, bez większego sensu aż zaczął padać deszcz więc stwierdziła, że i tak nie ma już nic do stracenia. Jednak wciąż nie mogła zdobyć się na podjęcie tego kroku...  Kiedy już przemokła do suchej nitki, ostatecznie zdeterminowana tym, że zaczyna brakować jej siły i coraz wolniej leci, wpadła do wymienionego powyżej dormitorium, mało co nie nadziewając się na kratę.

 

Najwyraźniej szczęście nie opuściło jej do końca, bo tego dnia była w Slytherinie blanga z okazji urodzin Bellatriks Black (wiem, że to idiotyzm Bellatrix przez „x”, ale skoro Polkowski tak twierdzi...) i wszyscy mieszkańcy byli na imprezie. No może z jednym wyjątkiem... Jak zwykle Severus Snape unikał tego typu uroczystości. Uważał je za bezsens, i nie widział nic fajnego w ich głównych atrakcjach: tańczeniu i plotkowaniu, czasami grach. No bo co jest ciekawego w tym, żeby pocałować dziewczynę którą się wylosuje, bądź obgadać najlepszą przyjaciółkę? Severus nie dostrzegał w tym niczego na tyle fascynującego, żeby oderwać swoją osobę od oglądania wspaniałej wichury, która się rozpętała na zewnątrz. Do salonu zszedł tylko po to, żeby złożyć życzenia jubilatce i podarować jej swój prezent. Nagle przez otwarte okno wpadł do środka całkowicie przemoczony, bliżej niezidentyfikowany ptak, którego po chwili Severus zakwalifikował jako dziewczynę, gdy ptak opadł na ziemię i w nią właśnie się zamienił. Dziewczyna leżała na ziemi i dyszała ciężko, a jej niebieskie przemoczone włosy oblepiały całą jej twarz. Snape, po wnikliwych obserwacjach doszedł do wniosku, że jest to pani prefekt, która dzisiaj uratowała mu skórę, więc niestety, pomimo najszczerszych chęci, nie może na nią „nakablować”. To byłaby niewdzięczność, a to akurat uczucie nie było Severusowi obce.

Dziewczyna leżała przez chwilę z zamkniętymi oczami. Snape w duchu podziwiał jej smukłą sylwetkę, ale na twarzy miał wypisaną naganę i dezaprobatę. Kiedy p. prefekt podniosła się na łokciach, odezwał się jako pierwszy.

-  Co TY tu robisz?- zapytał szorstko, kładąc nacisk na „ty”. Obejrzała się, dopiero zauważając jego obecność i wstała, podpierając się krzesłem. Była skrajnie wyczerpana i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Szata przylegała jej do ciała, dziewczyna była ogólnie cała mokra. Podeszła do ognia i grzejąc si w jego cieple odparła, odgarniając przy okazji włosy spadające jej na czoło i zasłaniające oczy:

-  Uciekłam przed burzą. Śledziłam Huncwotów... – dodała jakby mimochodem. Rozejrzała się po dormitorium. Podobało jej się o wiele bardziej niż to w jej domu – utrzymane w ładnej, srebrno zielonej tonacji, dobrane gustownie meble. Podczas gdy ona oceniała otoczenie, on przyglądał się jej z zainteresowaniem. Była nad wyraz ciekawą osobą. Po pierwsze: animag, po drugie: prefekt, po trzecie: pomogła mu... No i niebrzydka. Niestety, była także Gryfonką, co bardzo wszystko komplikowało.

-  Żeby nie to, że mi pomogłaś, już byś siedziała u Nubisa na dywaniku. – mruknął. Spojrzała na niego i mrugnąwszy porozumiewawczo okiem uśmiechnęła się lekko. Zabrała się do rozplątywania swojego ciężkiego od wody warkocza, żeby włosy szybciej wyschły. Severus obserwował ją z wzrastającą irytacją, jak wyciska swoje długie włosy i zakłada niesforne kosmyki za ucho.

-  Czy ty aby na pewno zdajesz sobie sprawę z powagi sytuacji? – zapytał ją zjadliwie. Nie raczyła odpowiedzieć..

-  W każdej chwili może wejść tu któryś mój kumpel. A wtedy ty jesteś skończona. Ja zresztą też...- westchnął ciężko.

-  Nie ma problemu. – odparła. Miał już powoli dość tej jej beztroski.

-  Czyżby? – warknął sarkastycznie, unosząc brew. Spojrzała na niego spod zmrużonych oczu i mruknęła:

-  Wystarczy odrobina dobrej woli i po sprawie. – jego wzrok ciskał gromy. Niezrażona, kontynuowała:

-  Mam pomysł. Zmienię się w ptaka a ty wyniesiesz mnie z waszego domu i przeniesiesz gdzieś gdzie mogę się transformować i po sprawie. – wzruszyła obojętnie ramionami, ponownie zakładając włosy za ucho.

-  Wzięłaś pod uwagę, że mi się może nie chcieć? – zapytał chłodno.

-  To się mnie nie pozbędziesz. – uśmiechnęła się słodko. Severus westchnął i stwierdził, że chyba rzeczywiście nie ma innego wyjścia z tej koszmarnej sytuacji.

-  Zmieniaj się szybko i miejmy to już za sobą. – powiedział ciężko. Spojrzała na niego z rozbawieniem, i pewną niedostrzegalną dla niego wdzięcznością i wyszeptała dwa słowa. Ptak który się na jej miejscu pojawił, obleciał pokój dwa razy i wylądował mu na ramieniu. Snape wziął ją w rękę i powiedział surowo:

-  Tylko ani się waż śpiewać. – wydało mu się, że ptak obdarzył go pełnym urazy i niechęci spojrzeniem. Severus szybko schował go do kieszeni, i modląc się w duchu, żeby ten przeklęty dzień już się skończył przemknął niezauważony przez salon.

 

To była najstraszniejsza podróż w ciągu jej całego życia. Nigdy nie zapomniała tego strachu, który odczuwała będąc w ciemnej kieszeni Ślizgona, któremu musiała zaufać chcąc wyjść cało z matni. Szczęściem nie trwała długo... Po około trzech minutach poczuła, że Snape bierze ją w rękę i wyciąga z kieszeni. Światło ją oślepiło i musiała przez kilka sekund mrugać ślepkami, zanim się przyzwyczaiła. Stwierdziła że jest w łazience Jęczącej Marty i w duchu pogratulowała mu wyboru- rzadko ktoś zaglądał do tego miejsca. Sfrunęła na ziemię i przemieniła się w dziewczynę...

Liah wstała i próbowała utrzymać równowagę, chwiejąc się na nogach i rozpaczliwie szukając podpory. Najwyraźniej zbyt długie bycie w animagicznej formie miało swoje konsekwencje... Czyjeś pomocne ramię podparło jej, dzięki czemu nie przewróciła się na zimną kamienną posadzkę. Sama myśl o tym przejmowała ją

venenia : :

Lily TERAZ Komentarze (0)
20. czerwca 2004 07:25:00
linkologia.pl spis.pl
venenia : :

Liah sprzed roku Komentarze (0)
20. czerwca 2004 07:24:00
linkologia.pl spis.pl
venenia : :

Lily sprzed Roku Komentarze (0)
20. czerwca 2004 07:20:00
linkologia.pl spis.pl

 

venenia : :

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
2829301234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930311

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii

amo | piter | marchewkowa-swinka | boro | mala-czarna | Mailing